30 Lis

Zabójcza biel – recenzja

Nie da się ukryć, że Robert Galbraith króluje na listach bestsellerów od dobrych paru lat. Nie da się także ukryć, że jeszcze przedtem święcił triumfy na rynku wydawniczym jako J.K. Rowling, autorka cyklu o młodocianym czarodzieju, Harrym Potterze. Bo tak się złożyło, że J.K. Rowling zachciało się napisać coś, co kompletnie odcięłoby ją od swojego flagowego cyklu, swojego oczka w głowie, swojego najmniej wyrodnego dziecka. Postanowiła, że przybierze pseudonim i zacznie pisać kryminały. Zaczęło się od wydanego przed paroma laty Wołania Kukułki, które okazało się całkiem przyzwoitym, dobrze skonstruowanym kryminałem, jednak z pewnymi nieścisłościami i nużącymi momentami. Od tamtego momentu jej pióro w kwestii thrillerów nieco się ostrzyło, a jej opowieści nabierały kolorów. Dobrym na to przykładem jest Zabójcza biel, którą chcę dziś zrecenzować.

Cormoran Strike na tropie

Tak jak w poprzednich kryminałach Galbraitha (czy raczej Rowling), mamy do czynienia z przygodami ekscentrycznego detektywa Cormorana Strike’a oraz jego wspólniczki. Tym razem rozwiązują oni sprawę chłopca, który zwierza im się ze zbrodni, której był świadkiem dawno temu. Podejrzewają u niego chorobę psychiczną, ale mimo to chcą wziąć się za tę zagadkę, ponieważ ich zafascynowała. Sama intryga być może nie jest wybitnie skonstruowana, ale nie da się ukryć, że została pozbawiona jakichkolwiek nieścisłości.

Klimat!

Rzeczą chyba najbardziej wartą uwagi przy okazji omawiania tej powieści jest bez wątpienia jej klimat. To on robi bowiem całą, możnaby rzec, robotę. Mamy do czynienia z tym samym rodzajem klimatu, który budowała w swoich opowieściach Agata Christie. Strike być może nie jest drugim Herculesem Poirotem ani nie jest drugą panną Marple, ale przecież to nie o to chodzi! Jest postacią wyrazistą, dobrze skonstruowaną, barwną i nie do końca oczywistą. Dzięki tym czynnikom powieść czyta się naprawdę dobrze, a wieczór spędzony przy niej był jednym z najprzyjemniejszych wieczorów tego roku według wielu czytelników.

Zabójczo ciekawa

Zabójcza biel to książka, którą można polecić każdemu, kto choć trochę gustuje w poprzednich książkach nie tylko Joanne Kathleen Rowling, ale i Roberta Galbraitha. Jest dobrze skonstruowana, piekielnie wciągająca, może pochwalić się bardzo przyjemną i nie do końca oczywistą intrygą, zabójczym klimatem i zachęcam do sięgnięcia po nią. Z pewnością spędzicie z nią bardzo dużo miłego, przyjemnego, interesującego czasu. Sięgnijcie po nią, nie wahajcie się kupić albo wypożyczyć z miejscowej biblioteki, ponieważ na sto procent się na niej nie zawiedziecie. Wręcz przeciwnie!

1 Lis

Trzy życzenia Katarzyny Michalak

Bardzo przepraszam za ten niezbyt kulturalny i dość pejoratywny wstęp, ale nie da się ukryć, że bardzo duża część powieści pani Katarzyny Michalak to powieści co najmniej… cóż, niewspinające się na wyżyny ambitnej literatury. Czytelnicy w naszym pięknym kraju miodem i buractwem spływającym dzielą się na dwie frakcje: wiernych fanów Katarzyny Michalak, za którą są w stanie oddać nie tylko życie, ale i ostatnie resztki wypłaty burżuazyjnie przeznaczyć na zakup jej powieści, a także wiernych hejterów, którzy powieści owej autorki kupują co najwyżej po to, żeby użyć ich jako wybitnie niewygodnego i stosunkowo drogiego substytutu papieru toaletowego. Dzięki obu grupom każdy, kto choć trochę interesuje się rynkiem wydawniczym w Polsce, słyszał o choć jednej książce pani Katarzyny.

Michalak w… formie?

Do najwybitniejszych osiągnięć pani Michalak należy chociażby Rok w Poziomce czy Rok w Jagódce. Teraz przyszedł czas na Trzy życzenia, powieść, która od wszystkich pozostałych dokonań autorki nie różni się prawie niczym. Opowiada o dziewczynie imieniem Natalia, która przeprowadza się na Mazury, gdzie odnajduje samotność i leczy kompleksy. W jej życiu – kto by się spodziewał! – pojawia się niejaki Damian, dokładnie ten sam mroczny, cyniczny i oschły facet, który występuje na kartach każdej wcześniejszej powieści Michalak, ale pod zmienionym imieniem. Archetyp tego bohatera u Michalak jest niemal niezmienny i zawsze wiemy, czego należy się po nim spodziewać. Nic odkrywczego. Możemy co najwyżej ziewnąć.

Klimat?

Klimat powieści chyba miał być mroczny i nieco duszny, w końcu miejsce, do którego przeprowadza się Natalia, takie właśnie jest. Niestety, oddanie klimatu w książce zatytułowanej Trzy życzenia jest nieco zabawne. Autorka sili się na przesadny patos przy opisie kolejnych miejsc i na opisanie w dokładny sposób przeżyć wewnętrznych i nastrojowych bohaterki… jednak wyszło tak, jak wyszło. Michalak nie za bardzo umie budować klimat i wprowadzać czytelnika w niepokojący nastrój.

Dla kogo?

Mimo tego, że Trzy życzenia nie są najwybitniejszą powieścią, z jaką mamy do czynienia w tym roku, to nie ulega wątpliwości, że zadowoli część osób, które po nią sięgną. Mówię tu przede wszystkim o najwierniejszych fanach i fankach autorki, których, czego ukryć się nie da, jest naprawdę dużo. Jeśli ktoś lubi niezobowiązujące, lekkie i tak bardzo przerysowane jak tylko się da opowieści, to najnowsza książka Michalak spełni ich oczekiwania. Jeśli jednak macie ochotę na ambitną, porywającą lekturę, to niestety, musicie szukać u Stephena Kinga lub gdziekolwiek indziej. Mimo to polecam wyrobienie sobie zdania.